Boże Narodzenie 2025 – życzenia

I nadchodzi czas… czas wyjątkowy… właśnie wyjątkowy…
– Co w nim takiego jest, że jest wyjątkowy?
– Co to w ogóle znaczy WYJĄTKOWOŚĆ?

Słyszymy od wielu: Twoje dziecko jest wyjątkowe…
Świetnie się uczy, jest w klasie zauważalne – dowodzi wszystkimi i wszyscy go słuchają, potrafi ripostować nauczycielom. Fajnie je ubierasz, ma talenty, wygrywa konkursy – jesteś szczęściarą.

Słyszymy: jesteś wyjątkowa – potrafisz pogodzić dom, a masz sześcioro dzieci, pracę, dodatkowo jeździsz na konferencje, ustawicznie się dokształcasz – mało kto taki jest. I zawsze tak świetnie wyglądasz.

Jesteś wyjątkowy – bo masz takie auto na osiedlu, chyba najlepsze, i taki piękny dom, zadbany ogród. Znasz tyle języków, jesteś erudytą!

Jesteś wyjątkowy, bo robisz coś, co zapiera dech – potrafisz robić rzeczy, na które inni nigdy by się nie zdecydowali, ryzykujesz życiem dla swoich pasji, stawiasz sobie coraz wyżej poprzeczkę. Jesteś wyjątkowy, bo masz to coś, czego inni nie mają…

Jesteś wyjątkowy, bo na każdym spotkaniu wszyscy z wrażenia otwierają usta. Masz taką wiedzę, potrafisz wygłaszać takie „mowy”, jesteś takim szefem, że może i wszyscy się Ciebie boją, a nawet Cię nie lubią – pewnie z zazdrości – ale traktują Cię wyjątkowo. Masz przed nazwiskiem tytuły – od naukowych po stanowiskowe – to musi robić wrażenie. To przecież wymaga odpowiedniego ubioru, odpowiedniego podejścia do ludzi (niekoniecznie ludzkiego – ale to też bywa uznawane za wyjątkowe, bo „wymagające”).

Jesteś wyjątkowa, bo tylko Ty potrafisz zorganizować taką zabawę, imprezę. Tylko Ciebie wszyscy zauważają na środku parkietu. Jesteś „gwiazdą” – wokół Ciebie zawsze jest głośno i wesoło.

Tak, to wszystko jest wyjątkowe. I wiele z tych przykładów rzeczywiście jest wyjątkowych – jeśli patrzymy na jedną osobę, jednostkę, często z boku, czasem z lekką zazdrością.

Ale takich ludzi „wyjątkowych” są setki, tysiące… I jeśli to weźmiemy pod uwagę, ta wyjątkowość jakby gaśnie. Zostaje jedno, chyba najważniejsze pytanie o WYJĄTKOWOŚĆ.

  • Czy interesuje nas tylko „moje ja”? Bo chcę być zauważona, chcę poklasku, prestiżu i uznania…
  • Czy taka jest nasza natura? A może to braki z dzieciństwa – by choć na chwilę stać się kimś „na świeczniku”, zapisać się na pięć sekund w życiu innych ludzi?
  • Koszt? Nieistotny.
    „Tu i teraz jestem wyjątkowa/y – proszę o brawa!”

A Boże Narodzenie?
Dziś – szaleństwo!!!
Ale czy takie były plany?

Większość powie: jakie plany?
Magia świąt, super atmosfera. Nie lubię, kiedy dni są krótkie, szare, przytłaczające – zapalą się kolorowe lampki, ustawi mikołajki i od razu jest mi lepiej. Co tam jeszcze wyjątkowego? Ano zakupy, zakupy… wszystko to, co zaoszczędziliśmy, teraz możemy wydać. I jakże to jest wyjątkowe, kiedy możemy wydawać tysiące.
To daje poczucie: wow, na wszystko mnie stać!
To, że od stycznia trzeba będzie zacisnąć pasa albo spłacać kredyt – nieważne.
Tu i teraz jestem wyjątkowa/y. Mogę pokazać innym, że chodzę do markowych sklepów i jestem hojna/y. A przy okazji – chcąco lub niechcący – dorzucić kilka złotych do jakiejś zbiórki. Będzie mi po prostu lepiej…

A przecież  – Rodzi się Bóg. W ciszy, w biedzie, gdzieś tam – daleko.
To czas z zupełnie innego wymiaru. Wyjątkowość zapisana w historii świata, która przyszła cicho, bez rozgłosu, bez bogactwa.
To WYJĄTKOWOŚĆ, która zmieniła świat. Przyszła bezszelestnie, a sprawiła, że dziś świat reaguje wielkim wow.

Większość nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Poszła w to nieświadomie, zakłamując historię wyjątkowego dnia, wyjątkowego wydarzenia – dostosowując je do swoich potrzeb, pragnień i ucieczki od codzienności. Uznała, że skoro inni odpoczywają i się radują, to ona też tak chce. Wybrała tylko inną formę. Niejako wykorzystała Wyjątkowość dla swojej wyjątkowości, dla zaspokojenia swoich „smuteczków”, swojego życia.

Dlaczego wybrała właśnie ten czas, a nie np. październik?
Bo poszła za większością. A ta większość to poprzednie pokolenia, dla których ten Dzień – obok Świąt Wielkanocnych – był najbardziej wyjątkowym dniem w roku. Początek i koniec. Klamra życia i śmierci. Ale przede wszystkim – nadziei.

To wyjątkowe przyjście Boga-Człowieka dało nam „wiatr w żagle”. Pokazuje, że jesteśmy ludźmi, którzy potrafią kochać, szanować, pomagać, współdziałać. Pokazuje, że człowiek jest wielki, że ma wielkie serce i gdyby tylko chciał – a przecież chcieć może! – zostawiłby te wszystkie „wyjątkowości”, by być szczęśliwym naprawdę. Szczęśliwym w sercu. Szczęśliwym, bo nic nikomu nie musi udowadniać, nic nikomu nie jest winien, nic nikomu nie musi zazdrościć.

I tu – zanim przejdę do samych życzeń – zatrzymam się na WYJĄTKOWYCH osobach, rodzinach, ludziach, którzy są WYJĄTKOWI!!! Najbardziej wyjątkowi ze wszystkich wymienionych wyjątkowości…

To osoby cierpiące…
Po stracie swoich najbliższych – dzieci, rodziców, rodzeństwa.
Leżący, niemający możliwości wyjścia z domu, samotni – do których nikt nie przychodzi na herbatę.
Rodziny, w których choroba jest „chlebem powszednim”. Dzieci i dorośli hospicyjni.
Chorzy, którzy nie mają szans na leczenie – nie rokują, „nie ma sensu”…
Są w szpitalach, gdzieś w bocznych salach. Omijani. Nawet na obchodach. Kwestia czasu… Ci, którzy mieli kiedyś stabilne dochody, a dziś – jeśli mają szczęście – rodzina próbuje umieścić ich w DPS-ie. Domy opieki są niewyobrażalnie drogie.
Ludzie biedni, którym państwo nie jest w stanie (albo nie chce) pomóc. Bez środków do życia, gdzie każdy dzień zaczyna się od otwarcia pustej lodówki.
Osoby wykluczone – bezdomni – z przypiętą łatką ludzi złych i niedobrych.
Osoby w więzieniach, którym nie dano szansy na powrót do normalności. A są tacy, którzy po wyjściu „na wolność” nie mają dokąd wrócić.
Odrzucone dzieci. Dzieci zabrane siłą. Dzieci z domów dziecka.

Potrafią pokazać innym, że świat jest piękny.
Że pomimo obdzierania z godności przez innych, potrafią ją zachować.
Są w stanie zaakceptować swoją jakże trudną sytuację i dodawać nadziei innym.
Potrafią podzielić się swoim groszem, zauważyć drugiego człowieka, a przede wszystkim — pocieszyć. Swoim mądrym, spokojnym słowem dodają siły tym, którzy materialnie pomagają im, ale sami nie radzą sobie z życiem.
Tym, którzy mają wszystko, a nie mają nadziei.
Którym wydaje się, że ich problem ma rangę życia i śmierci — bo nigdy nie dotknęli prawdziwego cierpienia. A jednak to właśnie oni, chorzy i ubodzy, mają moc podnosić z rozpaczy, z depresji.

Zadziwiające, jaką siłę niesie w sobie prawdziwe cierpienie.

Są świadectwem Jego wyjątkowości – choć często myślą, że tylko proszą, nie wiedząc, ile dają światu.
Cicho. Bezszelestnie.
Zmieniają świat. Zmieniają nas.

Dziękuję Wam wszystkim, którzy jesteście po obu stronach POMOSTU, że mogę przerzucać dobro z jednej strony na drugą 😊

Jolanta Brendel

www.napomosciemilosci.pl