Podopieczni Fundacji z KRS
Krzysztof z południa Polski – KRS: 0000 396361 dopisek : 0165852 Krzysztof

Historię Krzysztofa – człowieka, który każdego dnia toczy cichą, heroiczną walkę o zdrowie, sprawność i godne życie. Pan Krzysztof cudem wrócił do świata żywych. Po pęknięciu tętniaka aorty głównej i dwóch udarach lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Czterokończynowe porażenie, brak mowy, brak możliwości samodzielnego jedzenia – konieczność żywienia przez PEG – oraz brak oddechu wymagający tracheotomii zdawały się zamykać drogę do normalnego życia.
Dziś, dzięki ogromnej determinacji, rehabilitacji i niezwykłemu zaangażowaniu lekarzy, Krzysztof odzyskał część sprawności. Samodzielnie je i pije, porusza się na wózku, który potrafi obsługiwać, odzyskał kontakt ze światem. Jednak jego droga do zdrowia wciąż trwa – obecnie zmaga się z silnym bólem nogi i możliwą kolejną operacją. Krzysztof jest ojcem dwójki dzieci. Gdy wydarzył się dramat, były jeszcze nastolatkami. Dziś są dorosłe, ale nadal każdego dnia niosą ojcu wsparcie. Krzysztof przebywa w domu opieki – jego stan zdrowia nie pozwala jeszcze na powrót do domu. Wymaga stałej troski, rehabilitacji i opieki. Ma kochającego brata oraz niezwykłą osobę – Benię. Choć nie łączy ich więź rodzinna, Benia „postawiła świat do góry nogami”, by ratować Krzysztofa i zapewnić mu godne życie. Ona, jej rodzina, brat Krzysztofa i jego dzieci odwiedzają go każdego dnia, dając mu nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci do domu.
Aby ta nadzieja nie zgasła, konieczna jest stała, intensywna rehabilitacja. Koszty są ogromne – znacznie przewyższają możliwości finansowe Krzysztofa i jego bliskich. Nawet renta nie wystarcza na pokrycie kosztów pobytu w domu opieki, nie mówiąc o rehabilitacji i leczeniu.
Pomagając Krzysztofowi, pomagacie nie tylko jemu. Wspieracie także tych, którzy od lat stoją przy nim wiernie – ludzi, którzy nie są bogaczami, nie wygrali na loterii, a często rezygnują z własnych potrzeb, by Krzysztof mógł żyć godnie.
Ania z Torunia – to Jej wielu z Was tak bardzo bardzo pomogło!!! KRS 0000 338878 – dopisek ” Anna Kubiak”
Dla przypomnienia – Historia Ani i Sławka – cicha walka o godność
Jakieś piętnaście lat temu Ania i Sławek powiedzieli sobie „tak”. Trzy lata później ich życie zaczęło się zmieniać – przyszła choroba. Stwardnienie rozsiane o wyjątkowo szybkim i ciężkim przebiegu odebrało Ani sprawność, niezależność i możliwość pracy.
Kiedyś Ania była osobą aktywną, pełną energii – pracowała w radiu. Dziś jej codzienność wygląda inaczej. Choroba postępowała, a wraz z nią rosły trudności – zdrowotne, organizacyjne i finansowe. Obecnie Ania wymaga stałej opieki i rehabilitacji, która niestety odbywa się zbyt rzadko, by mogła przynieść realne efekty. Sławek jest przy niej każdego dnia. Z niezwykłą czułością i odpowiedzialnością pełni rolę męża i opiekuna. Pracuje w nieregularnych godzinach, często bardzo długo, a po powrocie do domu przejmuje wszystkie obowiązki związane z opieką nad Anią. Żyją skromnie – bardzo skromnie – licząc każdy wydatek i każdą złotówkę. Ich świat jest niewielki, ale pełen miłości. Dla Ani ogromnym oknem na rzeczywistość stał się komputer – możliwość kontaktu z ludźmi, ze światem, z nadzieją. To dzięki Wam możliwy był jego zakup.
Największym wyzwaniem pozostają jednak codzienne potrzeby – rehabilitacja, leczenie, koszty życia, a zimą także ogrzewanie.To właśnie tu pomoc innych ludzi staje się nie tylko wsparciem finansowym, ale przede wszystkim znakiem, że nie są sami.
Pomagając Ani i Sławkowi, pomagamy rodzinie, która od lat z godnością i pokorą mierzy się z losem, nie prosząc o wiele – tylko o szansę na spokojne, bezpieczne życie.
Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej Okręg Pomorski KRS: 0000 057 720 dopisek : POM181
Te pieniążki zostałyby przeznaczone, zainwestowane na kupno namiotów, sprzętu obozowego i dofinansowania do atrakcji na zbiórkach i wyjazdach dla 77 GDH harcerek Nie-zapominajka.

„Widzę w Was Strażników Poranka o świcie trzeciego tysiąclecia” św. Jan Paweł II – lepszej rekomendacji nie trzeba…
Harcerstwo to przygoda życia, harcerstwo to sposób na życie, harcerstwo to wspólne bycie ze sobą, to zdobywanie doświadczenia, którego brakuje w dzisiejszych czasach wielu ludziom, szczególnie młodzieży. To poznawanie samego siebie, poznawanie innych. Harcerstwo to nie przeżytek i nie archaizm, choć spychany przez wielu na margines – jako coś „nie trendy”. W harcerstwie czuć DUCHA braterstwa, ducha przyjaźni i ducha solidarności – to kontynuacja, może bardziej nowoczesna, może inna, ale nadal aktualna – kontynuacja spuścizny naszych bohaterów, dzięki którym żyjemy w wolnej Polsce. Harcerze w swych mundurach, w swych chustach świadczących o przynależności do danej drużyny świadczą w dzisiejszych czasach o swej odwadze… nie łatwo być harcerką, harcerzem… lilijka, krzyż, czerwono-biała opaska i na dodatek różaniec… do tego trzeba odwagi. I tym młodym, odważnym ludziom, którzy zamiast siedzieć przed komputerem, zamiast nudzić się w sobotnie dzionki jadą na zimowiska w trudniejsze warunki, jadą na obozy, w których niejednokrotnie zmagają się z wieloma trudnościami życia codziennego, budują obozowiska, uczą młodszych starają się być samowystarczalni.
My możemy pomóc w zasileniu ich skromnego budżetu, często pomijanego przez tych, którzy mieliby możliwości wsparcia… wpisując w tabelkę nr KRS.
Kinga Wrona, KRS: 0000 396 361 dopisek : 0259309 Kinga

Drodzy,
Trudno pisać o sobie… A jeszcze trudniej prosić o pomoc… Bez pomocy jednak sobie nie poradzę. Jestem osobą niepełnosprawną (poruszam się na wózku), samotną, moją rodzinę stanowią dwa koty. Dwa, gdyż to najlepsza kocia liczba, a po drugie: ten drugi kot uratował życie mnie i pierwszemu kotu, chroniąc nas – jestem o tym przekonana – przed jakąś głęboką depresją albo inną czarną dziurą tego świata…
Zawsze mówiłam, że mam tylko Mamę. Ojciec był, ale mnie nie akceptował. Przez jego działania straciliśmy wszystko, co miało być moim zabezpieczeniem na przyszłość. Rodzice oboje odeszli w 2018r, w odstępie kilku miesięcy.
Mieszkam w małym mieszkanku, z którego wychodzę rzadko (2 piętro i schodołaz, ale zawsze potrzebny jest drugi człowiek). Niewielkie oszczędności, które miałam za życia Mamy, gdy jeszcze dostawałam szansę, by coś zarobić – już dawno się skończyły. Utrzymuję się z renty rodzinnej, ale przy wydatkach na leki i pampersy – bez wsparcia innych jest bardzo, bardzo ciężko. Nie chodzi o to, by mieć „nie wiadomo co”, chciałabym przestać bać się o przyszłość, o to, czy na wszystko wystarczy… Po co brałaś koty, skoro ciężko – pytają mnie czasem? Bo samotność jest najgorsza na świecie. One nie miały nikogo – tak jak ja. Teraz mamy siebie. Mamy materialnie niewiele, ale jesteśmy razem.
